czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 1.

     Ten rok studiów był bardzo dla mnie trudny, ale szczęśliwy. Miałam dużo zaliczeń, nauki... Razem z moją przyjaciółką Magdą razem przeszłyśmy przez te lata szkoły. Była dla mnie jak siostra. Co prawda, poznałyśmy się dopiero na studiach , ale miałam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna. Magda kochała siatkówkę i bardzo chciała pojechać kiedyś na mecz. Ja również lubiłam tą dyscyplinę sportu, jednak nie tak bardzo jak Madzia. Moja przyjaciółka była bardzo szalona, dlatego zawsze się dziwiłam, że poszła na taki kierunek studiów jak psychologia. To było bardzo wymagające skupienia i cierpliwości. Ja, od zawsze chciałam pomagać ludziom, bo bardzo często wysłuchiwałam i doradzałam im w trudnych momentach. Wiedziałam, że psychologia jest mi pisana jako zawód. Byłam opanowaną osobą, ale i tak się zmieniłam gdy tylko poznałam Madzie. Mimo to, że mieliśmy dość odmienne charaktery doskonale się rozumieliśmy.
     W dzień, gdy dostałyśmy papiery z wyróżnieniem ukończenia szkoły, Madzia do mnie powiedziała :
- Maja, za 3 dni w Spodku jest mecz towarzyski reprezentacji Polski w siatkę. Idziesz ze mną !!!
- A skąd masz bilety ?
- Ojciec mi niespodziewanie kupił za dobre ukończenie studiów. To jak ? Idziesz ze mną ?
-  No nie wiem ...
-  Maja noooo, nie daj się prosić. Przecież też lubisz siatkę !
-  No dobrze, niech ci będzie.
     Nie mam pojęcie dlaczego się wtedy zastanawiałam. Zgodziłam się, bo chciałam sobie jakoś wynagrodzić tą naukę. Madzia byłą bardzo podekscytowana, z resztą trudno było jej się dziwić - ponad wszystko kochała siatkówkę , ale nie mogła jej trenować, bo miała problemy z sercem. Strasznie było mi przykro z tego powodu, bo wciągnęła się na maksa. Miała swoją pasję za którą oddałaby życie. To jest piękne, zawsze w niej to podziwiałam.
     Gdy tylko spotykałam się z Magdą, zaczęła wszystko planować, mówić jak to będzie robić sobie zdjęcia z wszystkimi siatkarzami i zbierze od nich autografy. Uśmiechałam się pod nosem, gdy to słyszałam. Nie mogła się doczekać kiedy te 3 dni miną. Żyła tym meczem od kiedy tylko dostała bilety. Ja też bardzo sie cieszyłam, jednak nie tak jak Madzia. Nie mogła spać z podniecenia.
     Dzień przed meczem kupiłyśmy sobie koszulki reprezentacyjne. Madzia była  wierną fanką Michała Winiarskiego, dlatego to jego koszulkę kupiła. Ja nie miałam ulubionego siatkarza, ale też kupiłam Winiara żeby dotrzymać towarzystwa Magdzie. Długo opowiadała o tym jakie to on ma oczy itd. Mnie tak bardzo to nie kręciło. Interesowała mnie siatkówka, a nie to, jak wyglądają siatkarze. To bardzo dynamiczny i techniczny sport, dlatego bardzo podziwiałam tych ludzi za te lata pracy, w które wkładali, by być najlepsi w swoim fachu. To oni byli moim autorytetem.
     W końcu nadszedł dzień meczu. Madzia od samego rana pisała do mnie sms'y dotyczące przyszłego wydarzenia.  Dopiero  z czasem docierało do mojego umysłu co tak naprawdę mnie czeka. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że na żywo zobaczę całą reprezentację Polski jak i Włoch. Szykowało się niesamowite widowisko, tym bardziej, że to wszystko miało się dziać w Spodku.
     Przez całe pół dnia nie wiedziałam co ze sobą począć. Krzątałam się po domu  niczym mrówka wśród trawy totalnie bez sensu. Przez głowę przeleciało mi tysiące pomysłów dla zabicia czasu, jednak nic z tego nie było. Z Madzią miałam się spotkać punktualnie o 17.00 w jej domu. Gdy nadeszła na godzina, ubrałam się w koszulkę Winiarskiego  i ruszyłam do Madzi. Kiedy zadzwoniłam do jej drzwi, przywitała mnie szerokim uśmiechem i powiedziała :
- No wreszcie jesteś !
- Ja też się cieszę. Ej, a co ty masz taką wielką torbę ?
- No jak to co ? A aparat, zeszyt na autografy, pieniądze... Gdzieś to trzeba zmieścić.
- Oj Madzia, Madzia ... - powiedziałam z politowaniem.
     Chwilę potem ruszyłyśmy w stronę Spodka. Od jej domu do hali było 10 min drogi autobusem. Gdy byłyśmy na miejscu, obok nas przechodziło tysiące kibiców ubranych i wymalowanych od stóp do głów w narodowe barwy śpiewających : "Biało - czerwone to barwy niezwyciężone !" i inne przyśpiewki kibiców. To było niesamowite. Tyle ludzi jednoczy się w ten jeden dzień dla naszych siatkarzy, by wspierać i dopingować ich. Nie bez powodu - to ekipa Andrei Anastasiego przysparzała nam najwięcej emocji, wzruszeń i powodów do dumy. Za to kochała ich cała Polska.
     Kiedy weszłyśmy na hale, siatkarze rozgrzewali się. Miałyśmy dość dobry widok na boisko. Madzia przed rozpoczęciem meczu zdążyła narobić chyba z tysiąc zdjęć - siatkarzom, hali no i nam. Po 20 minutach odbyło się śpiewanie hymnów. Mazurka Dąbrowskiego śpiewałam ze łzami w oczach, tak samo jak inni kibice. Każdy wszystko co miał, szaliki, biało- czerwone kartoniki wysoko podnosił do góry i  acapella z dumą zaśpiewał hymn Polski. Tysiące gardeł śpiewających hymn to było coś niesamowitego. Chwilę później mecz się rozpoczął. Włosi nie byli łatwymi przeciwnikami, dlatego pierwszy set był bardzo zacięty. Gra toczyła się punkt za punkt. Ostatecznie to my go wygraliśmy. Głównie dzięki świetnym zagrywkom Michała Ruciaka i wspaniałym obronom Krzysztofa Ignaczaka. My, kibice szaleliśmy na trybunach, skakaliśmy, robiliśmy meksykańską falę, śpiewaliśmy przeróżne przyśpiewki. To było po prostu piękne. Całe widowisko było o tyle cudowne, że wygraliśmy z reprezentacją Włoch 3 : 2. W tie breaku i mało nie przegraliśmy, bo świetne zagrywki posyłał Ivan Zaytsev, jednak wytrzymaliśmy napięcie i to my wygraliśmy mecz. Spodek bawił się niesamowicie, a siatkarze po raz kolejny udowodnili, że są najlepsi na świcie. Po meczu, z Madzią dorwałyśmy paru siatkarzy i zrobiłyśmy sobie z nimi zdjęcia oraz zebrałyśmy autografy. Niewątpliwie, ta pamiątka zostanie ze mną na całe życie. A tego widowiska, tych kibiców i tych przecudownych emocji nie zapomnę nigdy ....

***
Wiem, że w tym rozdziale na razie się nic specjalnego nie dzieje, ale obiecuję Wam, że w następnych będzie ciekawiej. Proszę Was, komentujcie :))))) PS. Wszystkiego Najlepszego Justyna !!!!!!!!!!!! :*****

1 komentarz:

  1. Rozdział świetny :) Dziękuję za życzenia, czuję się staro :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń