wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 9.

     Tego ranka Magda ponownie mnie obudziła. Poruszała się tak, jakby się spieszyła. Miałam rację. Biegała po pokoju z torbą w ręce z przerażonymi oczami. Przestraszyłam się jej twarzy, bo jeszcze nigdy takiej u niej nie widziałam. Brała swoje najpotrzebniejsze rzeczy, a gdy zobaczyła, że się obudziłam powiedziała do mnie :
- Przepraszam cię Maju, ale muszę na cały dzień jechać do domu.
- A co się dzieje ?
- Mój brat miał wypadek i teraz ma nogę w gipsie. Na swojej ukochanej desce złamał nogę. Zdolny jest ... Jako siostra wypadałoby go odwiedzić. Sama rozumiesz ...
- No jasne, jedź. Tylko trochę mi się będzie nudzić bez ciebie...
- Dasz sobie radę. Muszę już iść, bo tata na mnie przed hotelem czeka. Będę wieczorem. To papa.
     Pocałowała mnie i wyszła z pokoju. Zdziwiło mnie, że jej tata tak szybko przyjechał. Przez hotelowe okno pomachałam Madzi na drogę, a ona mi. Po chwili odjechała ...
     Ja, po porannej toalecie tradycyjnie zeszłam na śniadanie. Od samego początku Michał obserwował mnie, jakby nie wierzył, że siedzę przy stoliku sama. Gdy chwilę odczekał przyszedł do mnie.
- Hej ! A ty tak bez Madzi jesz śniadanie ?
- Hej. No tak, pojechała do brata, bo ma złamaną nogę.
- No, przykra sprawa. Maju...
- Nie Michał, poczekaj. Dla jasności. Doceniam to, że dawałeś nam te bilety na mecz i pozwoliłeś nam jechać z wami jechać autobusem, ale zrozum, że nie chce z tobą być. Nie szukam mężczyzny do związku, bo go nie potrzebuje. Proszę cię, nie dzwoń do mnie, nie rozmawiaj ze mną i nie patrz się na mnie. Jestem pewna, że znajdziesz sobie inną dziewczynę, dlatego mi daj święty spokój i zapomnij o mnie. Zrozumiałeś ?
     Michał wstał odsuwając krzesło, spojrzał się na mnie takim zwyczajnym wzrokiem i bez słowa odszedł na swoje miejsce. Wiedziałam, ze dopięłam swego.. Musiałam mu to powiedzieć, prosto w twarz i konkretnie. Bardzo liczyłam, że w końcu odpuści.
     Po śniadaniu całe pół dnia siedziałam w pokoju. Z nudów dzwoniłam do Magdy, ale nie odbierała. Spałam, czytałam książkę, poszperałam w internecie... Wszystko dla zabicia czasu. Nie słyszałam też tego pukania do drzwi Michała, z czego bardzo się cieszyłam. Przez ścianę słyszałam śmiechy siatkarzy i zazdrościłam im, że mają do kogo się odezwać.
     Około godziny 17.00 dostałam telefon, przez który zawaliło się życie. To była  mama Magdy.
- Maju, Madzia nie żyje ... - usłyszałam zapłakany głos.
- Że co ?
- Gdy jechała z tatą do domu, na skrzyżowaniu prosto w miejsce pasażerskie wjechał rozpędzony samochód. Magda zginęła na miejscu.
- Nie... A jej tata ?
- Mąż ma złamaną rękę i parę siniaków.
- Boże... Nie wiem co powiedzieć. Jestem w szoku. Proszę przyjąć moje kondolencje.
- Dobrze Maju, trzymaj się. Pogrzeb Madzi odbędzie się za 2 dni.
- Dziekuję.
     Gdy mama Magdy się rozłączyła, wybuchłam płaczem. W pierwszych momentach totalnie nie wierzyłam w to, co powiedziała mi jej mama. Po prostu to do mnie nie docierało. No bo jak ktoś tak młody teraz nie żyje ? Madzia była dla mnie jak siostra,a teraz nigdy jej już nie zobaczę. To nie mogła być prawda. Nie dopuszczałam do siebie takiej myśli. Miałam nadzieję, że to zły sen. Jednak gdy dotarło do mnie, że już nigdy nie zobaczę tej roztrzepanej, zakręconej i kochanej Madzi, mój płacz z każdą chwilą narastał.
     W pewnym momencie wybiegłam z pokoju na ławkę przed hotelem. Potrzebowałam świerzego  powietrza , bo z płaczu ledwo oddychałam. Każda myśl o Madzi gwarantowała kolejny potok łez. Nagle usłyszałam jak Michał się do mnie dosiada.
- Maju, czemu płaczesz ? - spokojnie zapytał.
- Magda nie żyje !
- Słucham ???
- Błagam, daj mi spokój !
     Chciałam być sama, dlatego wróciłam do hotelu. Do szczęścia jeszcze tylko towarzystwa Michała mi było brak.. Czułam w sobie kompletną pustkę. nie widziałam życia bez Madzi. Dlaczego to ona musiała zginąć ? Jest na świecie tylu złych ludzi, a to moja przyjaciółka nie żyje. To wszytko wydawało mi się strasznie niesprawiedliwe. Kochałam ją jak siostrę, bo nimi byłyśmy. Właśnie... byłyśmy... A teraz ? Nigdy nie powiedziałam jej jak bardzo była dla mnie ważna. Czasami denerwowała mnie, ale to oczywiste. Kochałam ją za wszystko. To ona zaraziła mnie miłością do siatkówki. Nie zasłużyła sobie na śmierć niczym. Nie moja Madzia ...



***
Muszę się Wam przyznać, że pisząc ten rozdział same łzy napłynęły mi się do oczu. Nie poznaje siebie ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz